czwartek, 10 listopada 2016

Sens życia cz. III

Rozmowa z Robertem Noble

źródło zdjecia: www.instytutnoble.com









M.D - Punktem kulminacyjnym książki, jest ceremonia Ayahuaski. To jest według mnie taki przełom w Twojej książce. Opisujesz dwie różne ceremonie, na których byłeś. Pierwsza, mam wrażenie, dostarczyła Ci takich bardziej pozytywnych wibracji i doznań. Druga była trochę gorsza, jakby więcej się działo...

R.N. - Powiem tak: Ogólnie zarówno na pierwszej jak i na drugiej ceremonii działo się to samo jeśli chodzi o doznania pod wpływem tej rośliny mocy. Natomiast końcowy efekt rzeczywiście był inny. Jest kilka elementów, które na to wpływają, m.in. jednym z głównych jest to, że w drugiej ceremonii nie było należytej opieki nade mną. Byłoby inaczej gdyby ktoś mógł uspokoić moje ciało i sprowadzić mnie łagodnie do rzeczywistości. Niestety moje ciało czuło się zagrożone i broniło się ostatkiem sił. Celowo nie opisywałem pewnych szczegółów. 

źr. zdjęcia: Toster Pandory  
M.D. - Jasne. Delikatnie to opisałeś ...

R.N. - Byłem tam podduszany, że by nie straszyć innych, którzy byli na ceremonii. I sam ten akt duszenia mnie powodował bardzo niekorzystne wizje. Niestety nie miałem żadnej kontroli nad ciałem i nie mogłem w żaden sposób reagować. Był to główny powód, który spowodował moje późniejsze złe samopoczucie po ceremonii. Jeśli chodzi o doświadczenie to było takie same, ponieważ doświadczyłem wszystkiego co tylko jest możliwe do doświadczenia. To jest coś, czego nie da się przekazać żadnymi słowami.

M.D. - Czy można by powiedzieć, że ta ceremonia była dla Ciebie takim rodzajem oczyszczenia? 

R.N. - Czy oczyszczenia? Na pewno też. To było wszystko. To było wszystko w tym zawarte. Co mi się nie podobało z punktu widzenia mojego ego jako Roberta: to, to że zawsze tak będzie, że ja jakby dostałem pakiet wszystkich doświadczeń, łącznie z tymi, które nazywamy negatywnymi i pozytywnymi. Generalnie nie miałem wpływu na to, że sobie wybiorę cokolwiek to będzie, musiałem doznać wszystkiego a przy tym moje ego się nie godziło, gdyż musiało zostać unicestwione. Nie byłem w stanie zaakceptować, że zawsze tak będzie. Brak kontroli nad doświadczeniem był przytłaczający. Niestety nikt nawet nie podejrzewał co się ze mną dzieje, a tym samym nie był w stanie mi pomóc. Druga sprawa, że już po całej ceremonii stwierdziłem, że to nie miało żadnego wpływu na doświadczenia związane ze śnieniem. To kompletnie inny temat, więc jeżeli ktoś mówi, że wie coś na temat wychodzenia z ciała, ponieważ był Ayahuasce to ja wiem, że nie wie o czym mówi. To są zupełnie innego rodzaju doświadczenia. 

M.D. - Ale musiałeś to przeżyć, żeby do tego dojść...

R.N. - Tak. Musiałem to przeżyć, żeby to wiedzieć. Inaczej tego bym nie wiedział, aczkolwiek widzę też, że ludzie, którzy nie mają jakiegoś doświadczenia idą z marszu na ceremonię. Jest to przerażające, gdyż wielu z nich nie powinno się tam znaleźć. 
źr. zdjęcia: maxresdefault
M.D - Na końcu książki zamieszczasz przestrogi dla osób, które są zafascynowane tą tematyką. Wiele osób ma często błędne wyobrażenia o pewnych rzeczach, czy to będą sprawy OOBE, czy jakiekolwiek inne duchowe przeżycia to wiadomo, że są pewne wyobrażenia na jakiś temat. Sięgają oni po różne psychodeliki, rośliny tzw. rośliny mocy, o których piszesz, przed którymi przestrzegasz ale zawsze mówisz, że jest to czyjś wybór. Bo przecież każdy z nas ma wybór...

R.N. - Tak. Problem polega na tym, że ludzie nie wiedzą na co się piszą. Nie wiedzą tak naprawdę co się wydarzy. Nie wiedzą jakie to będzie miało konsekwencje. A konsekwencje są dramatyczne, jeżeli ktoś, kto nie jest przygotowany do tego podejdzie. Tutaj brakuje przede wszystkim jakiejś analizy osobowości, jakiegoś wstępnego badania czy ta osoba się w ogóle nadaje na takie doświadczenia. Czy jej psychika wytrzyma. Większość osób, które trafia na ceremonię posiada jakieś własne problemy. Są one różne mniejsze czy większe. Przeważnie są to problemy psychiczne, z którymi sobie nie radzą, więc jeżeli jeszcze spotęgujemy to - to jest dramat, całkowita porażka. 

Osobną kwestią jest to, że naprawdę u nas szamanów nie ma. Szamani to nie są osoby, które ogłoszą się w internecie, że robią Ayahuaskę. Żaden szaman z marszu nie zabierze cię w taką podróż na którą nie jesteś gotowy. Prawdziwy szaman sam oceni czy potrzebujesz kontaktu z roślinami mocy czy też nie. Niestety, ludzie tego nie wiedzą nie mają pojęcia, kim są prawdziwi szamani. Myślą, że jak pojadą sobie do Peru to tam na pewno znajdą szamana. To tak nie działa. Niestety tak nie jest. Według mnie i mojej wiedzy to prędzej szaman odnajdzie Ciebie, niż Ty szamana. Jeżeli chcesz zmiany na poziomie ducha i Ayahuaska będzie jedyną możliwością, która ci ma pomóc, to szaman sam cię znajdzie. Jeżeli ty potrzebujesz uzdrowienia, to znajdziesz rozwiązanie, ponieważ wszystkie okoliczności będą temu sprzyjać, ty trafisz tam, gdzie masz trafić, ale intencje muszą być szczere. 

M.D. - I to jest właśnie też ta ścieżka serca, o której mówimy...

R.N. - Tak, to jest właśnie ścieżka serca...

źr. zdjęcia: vismaya-maitreya

M.D. - To jest tak, że spotykamy na swojej ścieżce ludzi, takich jakich mamy spotkać. Tak zwane przypadki, zbiegi okoliczności doprowadzają nas do pewnych zdarzeń. Czasami nie zawsze słuchamy tych wskazówek. 

R.N. – Właśnie. Przypadki nie istnieją. Oklepane stwierdzenie, które słyszy się bardzo często. Ale ilu z nas faktycznie zastanawia się nad przyczyną wystąpienia pewnych zdarzeń czy okoliczności? Czy wykorzystujemy wszystkie opcje, które świat nam funduje? To jest właśnie kwestia bycia świadomym. Bycie świadomym to jest właśnie zwrócenie na coś uwagi, zastanowienie się, zatrzymanie i wykorzystanie nadarzającej się okazji, a nie takie ślepe funkcjonowanie w świecie jak robot. 

M.D. - No właśnie, wspominasz to już na początku swojej książki, w tekście Prologu, w którym piszesz: „Odcięty od wpływów, w osamotnieniu wsłuchuję się w moje Serce... Bije, rwie się do przodu – żyje. Jakoś dziwnie się czuję, postrzegam wszystko jakby w zwolnionym tempie...”

R.N.- To jest to co miało miejsce...

M.D.- „Spoglądam na twarze ludzi. Jak zaprogramowane roboty idą przed siebie, krok za krokiem. Gdy jestem blisko, spuszczają głowy. Nie widzą mnie? Jestem tuż obok! Świdruję ich wzrokiem. Nic... Pustka... Żadnej reakcji. Idą dalej przed siebie, pogrążeni w swoich myślach, nie patrząc, nie uśmiechając się, jak automaty”... Czasami mam wrażenie, że ludzie żyją jakby w takim matrixie, chodzą po ulicach jak roboty, tak jak mówisz, nie dostrzegają innych i tego co się wokół dzieje. 

R.N. - Tak, gdyż ludzie zatracają siebie. Nie ma człowieka dla człowieka...

M.D. - I to jest w dzisiejszym świecie dla mnie przerażające, że ludzie przyjmują pewne rzeczy, to co im ktoś powie, nie ma tej analizy, doświadczenia, sprawdzenia, czy to tak faktycznie jest...

R.N. - Dokładnie. Nie ma tego samodzielnego myślenia. Jakby z góry nałożony schemat jak masz myśleć. Ludzie się na to zgadzają i żyją czyjąś iluzją. Naszym obowiązkiem jest wyrwać się z tego i zacząć prawdziwie żyć.

M.D. - I nie analizują z czy faktycznie to co dana osoba mówi ma rację. Mnie to też często to zastanawia...

R.N. - Dlatego właśnie twórczość Carlosa Castanedy i nauki Don Juana dokładnie o tym mówią, że ten świat, który postrzegany jest opisem świata, to jest tak a nie inaczej, ponieważ tak jesteśmy nauczeni postrzegania. Prawdziwa natura człowieka gdzieś umyka w pogoni dnia codziennego. Cała praktyka polega na tym aby oduczyć się tego co nie jest nami, co nam nie służy. To co wiemy na temat świata pochodzi od tego ktoś nam to wpoił. Czas wziąć sprawy w swoje ręce i samemu odkrywać, że jesteśmy istotami, które mogą odwiedzać inne światy rzeczywiste światy.

Tekst autoryzowany 


TUTAJ: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także:

Cel Duszy

Cel Duszy